11 lutego 2026, USA. Wyobraźcie sobie wydarzenie, dla którego 127 milionów ludzi jest gotowych spędzić wieczór przed telewizorem. Teraz wyobraźcie sobie, że jedna trzecia z nich nie ogląda meczu, tylko reklamy. To nie przesada, to statystyka. Super Bowl to jedyne miejsce na Ziemi, gdzie 30 sekund czasu antenowego kosztuje $10 milionów, korporacje kręcą dwuminutowe minifilmy z hollywoodzkimi reżyserami, a widzowie spierają się nie o zwycięskie przyłożenie, ale o to, czyja reklama była zabawniejsza. Przyznam, że przez 25 lat w dziennikarstwie nie przypominam sobie innego takiego hybrydowego połączenia sportu, biznesu i popkultury, w którym przerwy reklamowe stały się samodzielnym gatunkiem sztuki. Wczorajszy Super Bowl LX w Santa Clara znakomicie to potwierdził. Dla polskich reklamodawców i domów mediowych Super Bowl to coroczny wzorzec storytellingu i lekcja, jak budować markę w świadomości masowej.
Fenomen Super Bowl to w istocie podręcznik ekonomii uwagi. W erze, gdy pomijamy reklamy na YouTube i ignorujemy banery, finał mistrzostw NFL pozostaje jednym z ostatnich „wydarzeń monokulturowych” w historii ludzkości. Według analityków 42% respondentów przyznaje, że włącza transmisję dla reklam, a 50% przynajmniej raz dokonało zakupu pod wpływem reklamy obejrzanej podczas przerwy. To nie tylko emisja – to rytuał.
Od $37 500 do $10 000 000: ewolucja ceny i znaczeń
Historia reklam Super Bowl zaczęła się skromnie. W 1967 roku na Super Bowl I 30-sekundowy slot kosztował $37 500. Po uwzględnieniu inflacji to dziś około $350 000. Do 2000 roku cena przekroczyła $2 miliony, do 2015 – $4,5 miliona, a w 2022 NBC brała już $6,5–7 milionów. W 2025 Fox ustanowił poprzeczkę na $8 milionów, a teraz, według ABC News, w tym roku NBC zażądała $10 milionów za 30 sekund. To $333 333 na sekundę. Za te pieniądze reklamodawca uzyskuje dostęp do 127,7 mln widzów – absolutny rekord ustanowiony w zeszłym roku, bijący osiągnięcie 2024 (123,7 mln).

Ale koszt emisji to tylko wierzchołek góry lodowej. Produkcja spotów z udziałem gwiazd pierwszej wielkości z łatwością dodaje kolejne $5–10 mln. Według insiderów honoraria Matta Damona, Davida Beckhama czy Matthew McConaugheya sięgały w tym sezonie $3–5 mln. Całkowity rachunek za „jednodniową kampanię reklamową” z łatwością przekracza $20 mln. Pytanie o zwrot z inwestycji pozostaje otwarte, ale marki wciąż grają w tę grę. Ponieważ Super Bowl nie chodzi o chwilową sprzedaż. Chodzi o miejsce w kodzie kulturowym.
„Mnisi”, „Moc” i „Jak leci?”: reklamy, które zapamiętaliśmy
Historia reklam Super Bowl to historia kreatywności, która niekiedy wyprzedzała samo kino. W 1977 roku Xerox wyemitował reklamę „Mnisi”, w której brat Dominik kopiował manuskrypty na kserokopiarce. To było pierwsze wideo, o którego powtórzenie prosili widzowie – prototyp wirusowych treści na 30 lat przed YouTube.
W 2011 roku Volkswagen wypuścił „Moc” – miniaturowego Dartha Vadera próbującego uruchomić samochód. Cztery dni przed meczem spot miał 16 mln wyświetleń, stając się wówczas najczęściej oglądaną reklamą Super Bowl w historii.
A były jeszcze legendarne konie Clydesdales od Budweisera, kłócące się niedźwiedzie polarne Coca-Coli i Pepsi, i oczywiście niekończąca się parada gwiazd. Wczoraj do tego panteonu dołączyły nowe nazwiska.
Super Bowl LX 2026: gwiazdy, nostalgia i kosmiczne batoniki
Wczorajszy mecz pomiędzy Seattle Seahawks a New England Patriots na Levi‘s Stadium podarował nam prawdopodobnie najbardziej gwiazdorski zestaw reklam ostatnich lat. I jeśli myślicie, że Hollywood umarło – spójrzcie na przerwy reklamowe.
Dunkin‘ trafił w dziesiątkę: Ben Affleck wskrzesił lata 90., zapraszając Jennifer Aniston, Matta LeBlanca, Jasona Alexandra, Alfonso Ribeiro i nawet Toma Brady’ego do fikcyjnego sitcomu. LeBlanc, pochodzący z przedmieść Bostonu, rzuca swoje kultowe „How you doin’?” do postaci Afflecka – to ta chwila nostalgii, która sprawia, że widz zastyga z chipsami w ręku. Nakręcone na taśmie filmowej, w retro dekoracjach – wzór jakości.
Hellmann‘s wykonał genialny ruch: Andy Samberg jako „Meal Diamond” śpiewa na nowo hit Neila Diamonda „Sweet Caroline” na cześć kanapek. Dołączają do niego Elle Fanning i bloger kulinarny Keith Lee. Majonez jako pretekst do masowego karaoke – tylko na Super Bowl.
T-Mobile sprowadził z powrotem Backstreet Boys. Tak, Backstreet‘s back. Prosto w sklepie na Times Square. I tak, Machine Gun Kelly też tam jest.
Uber Eats kontynuował swoją „foodspirację”: Matthew McConaughey i Bradley Cooper spierają się, czy futbol został wynaleziony dla jedzenia. Parker Posey (z „Dazed and Confused”, „Biały Lotos”) przypomina, że jej postać nie ma miejsca na niewygodnym Super Bowl. W aplikacji dodatkowe treści z Addison Rae, Amelią Dimoldenberg i maskotką Sourdough Sam.
Poppi postawił na Charli XCX i Rachel Sennott. Estetyka „Brat” wdziera się na stadion.
Kinder Bueno zadebiutował kosmiczną operą: William Fichtner, Paige DeSorbo, kosmici i czarne dziury. Jeden gryz waflowego batonika zmienia grawitację.
Bud Light ponownie połączył Post Malone, Shane Gillis i Peyton Manning. Tym razem ratują wesele przed uciekającą beczką.
NERDS wysłał Andy Cohena na imprezę z kubkami smakowymi. Czysty surrealizm.
Pepsi dokonała dywersji: niedźwiedź polarny, wyreżyserowany przez Taikę Waititi, w ślepym teście wybiera Pepsi Zero Sugar. Niedźwiedź Coca-Coli nerwowo pali na uboczu.
Michelob ULTRA połączył Super Bowl i Igrzyska Olimpijskie: Kurt Russell (jako trener Herb Brooks z „Cudu”) trenuje Lewisa Pullmana. Reżyseria – Joseph Kosinski („Top Gun: Maverick”). Złota medalistka Chloe Kim i hokeista T.J. Oshie na ekranie.
Instacart zorganizował pojedynek Bena Stillera i Bensona Boone’a. Spike Jonze, retro-dyskoteka, vintage kamery i banany. Idealny wybór.
Budweiser do źrebaka Clydesdale dodał nowo narodzonego bielika amerykańskiego. Słodkość, od której płaczą nawet surowi obrońcy.
Wszystkie reklamy Super Bowl LX 2026
Wszystkie reklamy Super Bowl LX w 2026 roku możecie zobaczyć sami.
Czy teraz jest jasne, dlaczego taka reklama dawno wyszła poza granice zwykłej promocji towarów, usług i stała się sztuką oraz niezapomnianym widowiskiem?
Kanadyjski paradoks
Osobnego wspomnienia zasługuje kanadyjski epizod. Przez długie lata widzowie w Kanadzie nie oglądali tych arcydzieł z powodu zasady simsub: lokalni operatorzy zastępowali sygnał amerykańskich sieci kanadyjskim. W 2017 roku CRTC próbował uchylić zasadę właśnie dla Super Bowl, ale Bell Media dotarła do Sądu Najwyższego i w 2019 roku przywróciła „zastępowanie sygnału”. Kanadyjczycy do dziś oglądają inne reklamy. Taka cena suwerenności narodowej.
Główna lekcja Super Bowl dla Ukrainy i świata
Obserwując ten coroczny karnawał kreatywności i pieniędzy, za każdym razem łapię się na myśli: my na Ukrainie często postrzegamy reklamę jako hałas, jako zło konieczne, jako tło. Amerykanie natomiast przekształcili ją w gatunek, w artefakt kulturowy, w przedmiot kolekcjonowania i dyskusji. Zrozumieli najważniejsze: kiedy masz tylko 30 sekund i dziesiątki milionów widzów, nie masz prawa być nudny. Musisz podarować emocję, żart, łzę, zaskoczenie. A widz płaci ci za to swoim czasem i uwagą.

Dla ukraińskiego biznesu i branży reklamowej Super Bowl to nie tylko galeria drogich spotów. To coroczne mistrzowskie warsztaty: jak pakować złożone znaczenia w proste formy, jak pracować z dziedzictwem i nostalgią, jak ryzykować i nie oblać egzaminu. Na razie nie stać nas na $10 mln za 30 sekund. Ale stać nas na naukę od najlepszych.

Super Bowl LX dobiegł końca. Ktoś zapamięta zwycięski rzut, ktoś występ Beyoncé w przerwie. Ale miliony ludzi, w tym ja, będą przez kolejny tydzień oglądać reklamy z Affleckiem, Sambergiem i Kurtem Russellem. Bo wielka reklama to małe kino. A małe kino, jak wiadomo, żyje dłużej niż jeden mecz.
