Proces odbudowy Ukrainy jest dziś omawiany praktycznie na wszystkich międzynarodowych forach – od forów ekonomicznych po branżowe konferencje. Ale o ile politycy operują miliardami dość abstrakcyjnie, o tyle bankowcy liczą konkretne ryzyka i możliwości. I, jak widać, polski sektor finansowy jest nastawiony całkiem poważnie.
Dla ukraińskich przedsiębiorców poszukujących wiarygodnych partnerów i źródeł finansowania, zrozumienie strategii dużych zagranicznych graczy jest kluczowym czynnikiem planowania. Doświadczenie polskich kolegów w pracy z funduszami UE i strukturyzowaniu dużych projektów może stać się podstawą nowych wspólnych przedsięwzięć.
Michał H. Mrożek, szef bankowości hurtowej na Europę Środkowo-Wschodnią w ING, udzielił wywiatu polskiemu portalowi WNP, w którym dość szczegółowo wyjaśnił, jak duży międzynarodowy bank widzi swój udział w odbudowie Ukrainy. Główne przesłanie: Polacy mogą być tu nie tylko pośrednikami, ale i przewodnikami, wykorzystując swoje doświadczenie.
Kto już jest gotowy wchodzić

Według Mrożka, około 70 klientów ING z Polski, Ukrainy i kolejnego półtora tuzina krajów Europy, Azji i USA zarejestrowało się do udziału w okrągłym stole poświęconym odbudowie Ukrainy. To nie są tylko ciekawscy – to firmy, które już teraz przeliczają logistykę, szukają partnerów i oceniają skalę prac. Szczegóły wywiadu podaje polski portal online WNP.
„Na podstawie rozmów z naszymi klientami działającymi na rynku ukraińskim widzimy, że firmy mają już gotowe plany aktywności na Ukrainie” – zauważa bankier. „Projekty w tym kraju będą realizowane z wykorzystaniem tych samych instrumentów finansowych, które są dziś stosowane w Europie Środkowo-Wschodniej”.
Biznes w tym przypadku jest swego rodzaju wskaźnikiem: jeśli duzi gracze się szykują, to znaczy, że oceniają perspektywy jako realne.
Od siebie dodam, że wiele polskich firm od dawna interesuje się rynkiem ukraińskim. W ramach przygotowania tego materiału rozmawiałem z niektórymi z nich i potwierdziły one trend przedstawiony przez Mrożka.
Dlaczego polskie doświadczenie może się przydać
Mrożek zwraca uwagę na ważny niuans: Ukraina nie ma długiej historii finansowania naprawdę dużych projektów infrastrukturalnych przez banki komercyjne. Kraj dobrze opanował kredytowanie sektora rolnego, operacji handlowych, rynku konsumenckiego. Ale jeśli chodzi o wielomiliardowe inwestycje w odbudowę całych gałęzi przemysłu – to wymaga innych kompetencji.
„Brakuje wystarczającej liczby punktów odniesienia do skutecznej oceny profilu ryzyka takich przedsiębiorstw” –
wyjaśnia przedstawiciel ING.
I tu na pierwszy plan wysuwa się doświadczenie Polski i innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej, które przez ostatnie ćwierć wieku przeszły ogromną modernizację, nauczyły się efektywnie pracować z funduszami europejskimi i strukturyzować złożone transakcje.
„Doświadczenie gospodarcze Polski i innych krajów regionu CEE z ostatnich lat będzie niezwykle cenne” –
podkreśla Mrożek.
Zmiana podejścia do finansowania
Osobny temat, który porusza bankier, dotyczy sektora, który jeszcze niedawno był praktycznie zamknięty dla komercyjnego kredytowania. Według Mrożka, jeszcze dwa lata temu większość banków w swoich politykach nawet nie rozważała możliwości wspierania przedsiębiorstw obronnych. Dziś sytuacja się zmienia.
„Sytuacja geopolityczna zmieniła się na tyle, że pojawiło się zrozumienie: w ramach naszych obowiązków jako odpowiedzialnych uczestników rynku, musimy uczestniczyć w finansowaniu potrzeb obronnych krajów, w których działamy” –
mówi przedstawiciel ING.
Jest to szczególnie istotne dla Europy Środkowo-Wschodniej, gdzie debata na temat zaangażowania banków w finansowanie sektora obronnego jest najbardziej aktywna. Przy tym, jak pokazuje przykład Ukrainy, ważne jest nie tylko kredytowanie importu uzbrojenia, ale także wspieranie własnych opracowań i produkcji.
Skala i perspektywy
Oceny niezbędnych nakładów na odbudowę ukraińskiej gospodarki publikowane są regularnie. Niedawno minister aktywów państwowych Polski Wojciech Balczun w swoim wystąpieniu na forum w Davos podał kwotę 506 miliardów euro na okres do 2034 roku.

Potwierdzają tę skalę najnowsze dane przedstawione w piątym raporcie z oceny szkód i potrzeb na odbudowę Ukrainy (RDNA5). Mowa w nim o 588 miliardach dolarów.

Co to wszystko oznacza
Jeśli zbierzemy w całość wszystko, co mówi przedstawiciel ING, obraz rysuje się dość wyraźny. Polskie banki i ich klienci nie czekają na „złoty deszcz” i nie zamierzają wchodzić na Ukrainę z czystą kartą. Przynoszą ze sobą instrumenty, mechanizmy i kompetencje wypracowane przez lata własnej modernizacji i integracji z europejskimi strukturami. Dla Ukrainy oznacza to, że odbudowa może przebiegać nie metodą prób i błędów, ale już utartą ścieżką.

Ważne jest też co innego. Banki komercyjne zaczynają rewidować swoje tabu. To, co jeszcze niedawno uznawano za niefinansowalne, dziś staje się, jeśli nie mainstreamem, to przynajmniej akceptowalnym ryzykiem. I to nie jest filantropia – to pragmatyczna kalkulacja: bezpieczeństwo stało się takim samym aktywem jak fabryki czy centra logistyczne.
Wreszcie liczby. 588 miliardów dolarów to nie tylko abstrakcyjna kwota z raportów organizacji międzynarodowych. To wolumen prac, za które są gotowi się zabrać ci, którzy umieją liczyć pieniądze. A jeśli 70 firm już dziś rejestruje się na okrągły stół o odbudowie, to znaczy, że jutro mogą zarejestrować tu swoje biura i konta.
Na razie główny wniosek jest taki: prace przygotowawcze idą pełną parą. I prowadzą je nie politycy ze swoimi deklaracjami, ale bankierzy ze swoimi komitetami kredytowymi i ocenami ryzyka. Co, przyznacie, budzi większe zaufanie.
